|
|
|||||
|
MARCIN DOMINIK ZDORT
O PODATEK DEGRESYWNY
Pracując dla siebie pracujesz dla państwa i dobrobyt obywateli tworzy bogactwo państwa - takie hasta padają podczas każdych kolejnych wyborów. Nawet ci, którzy akceptują progresywny system podatkowy (czyli taki, jaki obowiązuje obecnie - w którym wraz z wzrostem dochodów podatnika wzrasta procentowe obciążenie należnościami wobec państwa) - m.in. Sojusz Lewicy Demokratycznej obiecywał, że obowiązujące przed rokiem obciążenia w wysokości 21, 33 i 45 proc. zostaną zredukowane do dawniejszej wysokości -czyli 20, 30 i 40 proc. Liderzy LSD zresztą nie spełnili nawet tych niewielkich obietnic obniżenia podatków od dochodów osobistych - najważniejsze jednak, że nie podważali samej idei podatku progresywnego.
Filozofia podatku progresywnego należy do kanonu ekonomii lewicowej. Jego założenie jest następujące: obywatel powinien swoimi dochodami dzielić się z państwem, które w zamian za to przejmuje część jego obowiązków, a podatnicy, którzy mają wyższe dochody, powinni z państwem dzielić się w większym stopniu - czym więcej zarabiają, tym większy odsetek swoich zarobków powinni oddawać na potrzeby państwa - np. przy zarobkach do 91 min starych złotych rocznie - 21 proc., powyżej tego progu, ale do 182 min. rocznie - 33 proc., zaś jeśli osiągnięty przez obywatela dochód będzie wyższy od sumy 182 min, to powinien on płacić niemal połowę - czyli 45 proc.
Wiele ugrupowań prawicowych, a nawet centrowych dostrzegło w progresywnym systemie podatkowym bardzo poważne zagrożenie - otóż zniechęca on do coraz większej wydajności, do zwiększania swoich dochodów -a w najlepszym wypadku zachęca do ukrywania rzeczywistych zarobków. Stąd pojawiająca się w środowiskach dawnego KLD i obecnej Unii Wolności propozycja podatku liniowego. Taka koncepcja miałaby oznaczać, że stawka procentowa podatku płaconego przez wszystkich obywateli jest taka sama - np. 25 proc. Każdy obywatel płaci proporcjonalnie do swoich zarobków - jeśli ktoś zarabia 6 min złotych miesięcznie, to jego obciążenia wobec państwa wynosiłyby przez cały rok, bez względu na to ile już zarobił - co miesiąc półtora miliona złotych. Ten, kto zarabia 10 min - płaci co miesiąc dwa i pół miliona. Taki system upraszcza rozliczenia, ułatwia życie zarówno urzędom podatkowym jak i samym obywatelom.
Jednak w dalszym ciągu - przy zastosowaniu podatku liniowego -mamy wzrost obciążeń obywateli wobec państwa wraz ze wzrostem dochodów, choć znacznie mniej drastyczny, niż przy podatku progresywnym. Najbogatsi płacą najwięcej, najbiedniejsi najmniej, mimo że państwo odwdzięcza im się w najlepszym wypadku tak samo - a najczęściej wręcz odwrotnie - tym najmniej zarabiającym pomaga w nieporównanie większym stopniu niż tym, którzy osiągają wyższe dochody. Stąd przywołany przez Unię Polityki Realnej pomysł podatku pogłównego (ryczałtowego), który jakiś czas temu usiłowała - bez powodzenia - wprowadzić pod nazwą poił tax Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii. Liderzy UPR uważają, że spełnia on w najwyższym stopniu zasadę sprawiedliwości - państwo bowiem powinno traktować każdego obywatela w ten sam sposób, bez stosowania jakiejkolwiek dyskryminacji ze względu na dochody - a taki charakter mają systemy podatkowe progresywny i linowy.
|
||||
|
|
|||||
|
336
|
FRONDA WIOSNA / LATO 1995
|
FRONDA WIOSNA / LATO 1995
|
337
|
||
|
|
|||||