|
|
|||||
|
Marcin "Pośpiech" Popiel
Europa X nr 1, Wrocław 1989
2 SONETY
l
Kraków 29.01.1991 - hej! co u Was
nowego słychać, bo u mnie nic nowego nie słychać, ale może u Was słychać coś nowego, ponieważ jak już wspomniałem
u mnie nie słychać nic nowego; ciekaw
jestem, co takiego nowego słychać u Was, bo niestety u mnie nic nowego nie słychać no więc idę posłuchać, co nowego słychać
u moich znajomych, ale, jak się dowiaduję, u nich niestety też nic nowego nie słychać i oni mnie pytają, co u mnie nowego słychać
no i niestety rozczarowali się, ponieważ u
mnie nie słychać nic nowego i powiedziałem im,
że u moich znajomych z Buszyna też
II
nic nowego nie słychać, więc mówię,
że u moich znajomych, których wy nie
znacie niestety, u nich też nic nowego
nie słychać, bo chodzi o to, by coś
nowego było słychać, a nie starego,
więc co słychać nowego napiszcie, bo u mnie nic nowego, u nich też nic nowego i u tamtych też nic nowego,
a tamci także mówią że nic nowego więc proszę uratujcie nas wszystkich powiedzcie, że jednak coś nowego
u Was słychać, z poważaniem
Mirek Gonzales Flokiewicz, Kraków ul. Krowoderska 57/4a M. I. Biedrzycki Piątek Wieczorem, Kraków 1992
Opracował: Grzegorz Planeta
|
AUGUSTO PINOCHET UGARTE
MÓJ PIERWSZY CHRZEST OGNIOWY
Godzinna przerwa, po lunchu lub obiedzie, nazywana przez nas długą pauzą, była swego rodzaju zwyczajem w naszym seminarium. Przerwę tę spędzaliśmy na strzelnicy. A tam odchylaliśmy właz do kanałów i schodziliśmy na dół, jeden za drugim. Tunelem przemierzaliśmy jakieś trzy przecznice, aż do wielkiego kanału, na skrzyżowaniu alei Argentyńskiej i ulicy Golona, by tu wynurzyć się na zewnątrz. Naszym celem była cukiernia, w której można było nabyć "berlin" - rodzaj ciastka z brzoskwiniowym nadzieniem oraz "aloja de culen" - drinka z nalewki miodowej.
Powtarzaliśmy nasze wyprawy kilkakrotnie, aż pewnego dnia nakrył nas ojciec Marambio i odesłał do seminarium, by tam ukarać. Na szczęście, nam, jako najmłodszym, udzielono jedynie reprymendę.
Innym razem wspinaliśmy się po zboczu wzgórza, które leżało naprzeciwko strzelnicy, aż do miejsca, gdzie mur graniczył z ulicą. Potem wystarczył skok na drugą stronę, by złożyć wizytę w sklepie uroczej Włoszki i zaopatrzyć się w papierosy marki "Negro Bueno". Czasem miejscem spotkań były budki celownicze, skąd waliliśmy z proc do ptactwa. Niejeden raz chybiłem celu i zamiast ptaka na dół leciała rozbita szyba.
Pewnego dnia, gdy przemierzaliśmy mur, by skoczyć po papierosy, koledzy, dla kawału lub przez nieuwagę, zostawili mnie samego. Samotny powrót okazał się koszmarem, gdyż musiałem przejść przez strzelnice, na której właśnie trwały ćwiczenia. Kule świszczące nad trasą, którą musiałem przebyć, zmusiły mnie do przeczołgania się jakieś sto metrów, które doprawdy były dla mnie niczym sto kilometrów. Niemniej przywarłem do ziemi, tak że nikt nic nie zauważył. Jednak, gdy już wkraczałem na główny dziedziniec, złapał mnie ojciec Pedro del Rio i skarcił za to, że byłem cały ubłocony. Zacząłem mu wtedy wmawiać, że upadłem w czasie strzelania. Nie jestem pewien, czy uwierzył, ale wysłał mnie żebym się przebrał i umył.
To był mój pierwszy chrzest bojowy.
Pewne ustronne miejsce na strzelnicy służyło nam także za palarnię. To tam zapaliłem mojego pierwszego papierosa i od razu zrobiło mi się niedobrze. Koledzy, nie wiedząc co się dzieje, odprowadzili mnie do izby chorych, do ojca Molina, który szybko odkrył źródło mojego problemu. Dostałem wtedy bardzo surową reprymendę, ale skutki choroby szybko minęły.
Augusto Pinochet Ugarte
(tłum. NBT)
fragment wspomnień gen. Pinocheta "A jouney through life - memoirs of a
soldier"
(Podróż przez życie - wspomnienia żołnierza) [Instituto Geografico Militar de
Chile, 1991, Santiago de Chile]
|
||||
|
|
|||||
|
126
|
FRONDA WIOSNA / LATO 1995
|
FRONDA WIOSNA / LATO 1995
|
127
|
||
|
|
|||||