idę do roboty i nie mogę, chce spać ale nie chce jeść. Stonce stoi, nic się nie
zmienia. - Słuchaj żono, moja noga nigdy więcej we Frankfurcie nie postanie. -
To jedź do Muenchen. - Farradern?- Ja, rowerem. - No to lepiej pójdę pieszo.
Fredek Aldi,
Exkluzivnr4, Częstochowa 1993

Z książki: PARNAS ZIMOWY.
XIĄDZ PACHOWSKI
A to byto, kiedy Zenek pojechał załatwiać sprawy do biura adwokat Czerwińskiej w Wąbrzeźnie. Sekretarka była na tyle miła, że pozwoliła mu zaczekać w gabinecie. Zenek siedział w rogu, przy oknie i kiedy mecenas weszła pośpiesznie wstał i niechcący dygnął, bo mu zdrętwiała noga. Szybko się załamał i straciwszy równowagę uderzył skronią w róg biurka. Czerwińska była wstrząśnięta. Patrzyła, jak próbuje dźwignąć się na nogi i z przejęciem trzasnęła go niechcący na odlew dłonią w lewy policzek z impetem tak wielkim, że Zenkowi wypadła z nosa bibułka. Zaintrygowany rozwinął ją nie wstając z klęczek. Na bibułce niewprawnym charakterem było napisane, że to sekret. "Co?" - pomyślał Zenek i dopiero wtedy zauważył, że strażnik przemysłowy z pobliskich zakładów ciągnie go po korytarzu za nogę. Czerwińska myła okno, za oknem kwitły bzy, w pobliskim kościele wielkanocne rekolekcje odprawiał xiądz Pachowski. Zbigniew Saynoog, Metafizyka Społeczna nr 1, Gdańsk 1992
PORTRET WŁASNY (BOGDAN)
Ojciec był galwanizerem. Bogdan od dzieciństwa interesował się astronomią. W szkole uczył się średnio, na tyle jednak dobrze, że wcale się nie wysilając miał czwórkę z matematyki, fizyki i chemii, z reszty miał trójki.
l ten to właśnie człowiek pod koniec szkoły podstawowej mówi do mnie, że idzie do szkoły przyzakładowej. Byłem prawie zszokowany, facet wiedza prawie uniwersytecka z astronomii idzie do szkoły przyzakładowej zamiast do liceum czy technikum. Dalsze dzieje Bogdana to jego dalszy upadek. Ledwo kończy przyzakładową i zaczyna pracować jako elektryk w zakładzie, w którym miał praktykę. Po kilku latach ma swoją dziewczynę. Żeni się z fryzjerką. Mają dzieci.
Dariusz Brzóska Brzóskiewicz
Metafizyka Społeczna nr 1, Gdańsk 1992

*** (BABY)
Stoję na przystanku, a tu patrzę jakieś baby wielkie chodzą, coś noszą ze sobą, z brzuszyskami takimi wielkimi chodzą w te i wewte. To ja kurwa myślę co tu będą takie wielkie baby chodzić i jak nie przypierdolę jednej w to brzuszysko wielkie i drugiej w japę co ją otworzyła i z kopa w dupę jak nie poprawię, to myślałem, że choć uklękną i przeproszą że takie wielkie i z brzuszyskami takimi w te i wewte łażą, a te mordy tylko rozdziawiły i ło jeżu, ło jeżu ratuj. To ja się rozglądam ale żadnego nie ma skurwysyna, to dalej te baby po mordach za te brzuszyska wielkie, l tak biję po mordach te baby, a tu jakiś przychodzi i mówi żebym ja mu dał taką jedną babę wielką, bo on z taką babą
wielką to najbardziej lubi. To ja myślę, że co on się mnie kurwa pyta, jakby to
moje te baby były. l mu mówię, że co on się mnie kurwa pyta, łażą takie baby w
te i wewte to jak chce to niech bierze te baby, a jak nie chce to niech nie bierze.
No i on wziął te baby tak jak leżały na chodniku. A ja pojechałem do domu, bo
myślę, że co ja będę z głupkiem rozmawiał, jak on chce żebym ja mu te baby
dawał, jakby to moje baby były.
Jarek Suszek,
Rewia Kontrsztuki nr 1, Lublin 1991

SKÓRA
Fryzjer Damazy i jego nożyce
- Dzień dobry, jak obstrzyżemy? Z baczkami czy bez?
- Zdecydowanie bez.
- No dobrze. Wycieniować?
- Na zapałkę.
- Tak na dwa palce?
- Na jeden.
- Boki zostają?
- Zlikwidować. Tył też.
- Aha, maszynką przejedziemy. Będzie jak od garka.
- No właśnie.
- Do wojska pan idzie?
- Nie. Zapisałem się do Hitler Jugend.
- Panie Janku, słyszał pan, kawaler do hitlerjugent się zapisał.
- No proszę. A mój Fritz to nie.
- Tyle wystarczy?
- Nie. Na zero.
- Służę uprzejmie.
NSDAP Almanzor,

Exkluziv nr 5, Częstochowa 1994
TOTALNA BLAZACJA
Zblazowany piec snuje się wzdłuż chodnika. Z okienka od piwnic wychodzi zblazowany kot i ostentacyjnie, bez pośpiechu ucieka przed psem. Pies szczeka spokojnie, po czym kontynuuje swe snucie. Zblazowany gołąb robi, lecąc, kupę, która lekko upada przed psem. Pies wącha ją bez emocji i znika za zakrętem. Na placu w oddali zblazowany tłum obchodzi święto. Pochód rusza powoli główną ulicą, odchodzącą od placu. Grupy ludzkie wznoszą flegmatyczne okrzyki. Z głośników sączy się beznadziejna muzyka.
Zblazowane drzewa nie szumią. Pochód kończy się na placu przeciwległym do poprzedniego, oddalonym o kilometr. Powłócząc nogami ludzie rozchodzą się w swoje strony.
a przedmieściach wybucha bomba atomowa. Początkowo jest zbyt
dynamiczna, lecz po chwili, zauważywszy swój błąd, cynicznie tworzy
zblazowanego grzyba z pyłów, który miękko unosi się ku niebu i rośnie.
Zblazowane miasto ginie.

Znudzona i pogrążona w depresji Opatrzność wymiotuje, następnie zblazowana przestaje się interesować miastem i idzie na piwo.
124
FRONDA WIOSNA/ LATO 1995
FRONDA WIOSNA / LATO 1995
125