|
|
|||||
|
ANNA PIWKOWSKA
POEZJE
***
Wolę być nikim niż tylko Itaką
miejscem gdzie przecież nigdy nie dopłyniesz
po wielu trudach, zapomniawszy imię
moje i psa, którego do łańcucha
nigdy nie śmiałam przykuć choć nie słuchał
gdy go wołałam, bo pamiętam zimę
gdy własnym ciałem chronił cię przed mrozem.
On też mnie kocha. Chodzimy nad morze
i razem patrząc w miejsce gdzie horyzont topi się w wodzie, czekamy. Czekamy. Ja przesypując piasek a on liżąc ziemię. Brzeg morski Itaką nazwany.
Wolę być Nikim niż podmytą ziemią
miejsce narodzin zapomnianych plemion dziwną muzyką, skarbnicą mądrości. Żadna kobieta pozbawiona ciała przez brak dotyku rąk które kochała nie brała cięższych lekcji u Miłości.
Wolę być Nikim niż tylko Itaką
ziemią jedynie dobrze znaną ptakom
0 których często mówiłeś: podróżni.
Ja wiem kusiły cię szersze przestrzenie
więc przesypuję siebie, piasek, ziemię przez sito czasu zawieszone w próżni.
***
Siła cichej modlitwy i miłości siła
1 siła ślepej wiary. Poplątane motki.
Z pudełek po zapałkach wieże, schody, schodki
buduję. Pierwsza zieleń gałęzie splamiła. Drugą zieleń czujemy rozpięci na krzyżach brzóz krwawiących na wiosnę z ran, zielonym sokie Boże, gdzieś na niebieskich śpiący płaskowyżach, ześlij nam trzecią zieleń. Szmaragdy głębokie Twoich jezior, l lasów od ciszy zielonych. Spokój rąk nie przebitych, stóp nie poranionych. |
Zabiłam ciebie i siebie zabiłam.
Potem modliłam się cztery tygodnie, pościłam, wody źródlanej nie piłam, a potem oczy spróbowałam podnieść i zobaczyłam. Jagnię wilk kołysał, zając na pole wyprowadził lisa i stali razem. Ramię w ramię. Obok. Anioł szedł drogą? Nie było nikogo.
LIST GEORGA TRAKLA DO LUDWIKA VON FICKERA
PISANY Z KRAKOWA W ROKU 1914
Drogi, strach się położył tak jak dym na rżyskach,
na metalowym łóżku, lekarstwach, kieliszkach, wypełnionych mdłą cieczą. Gdybym umarł, drukuj, moje wiersze wydarte świeżej krwi, spod strupów.
Wiem, wszystko co przeżyłem na zawsze zostanie,
w patronie rannych, chorych, w moim "Sebastianie". Matka niesie dzieciątko. Jęk płynie przez pokój skargą drozda. Zdumienie. Księżyc w pełni. Spokój.
To miasto mnie ucisza. Otula w bandaże
chory mózg. Przy nim obłęd jest mały jak karzeł. Podskakuje na nogach wykrzywionych w kabłąk. Modlę się o śmierć jasną świadomą nie nagłą. |
||||
|
|
|||||
|
6
|
FRONDA WIOSNA/ LATO 1995
|
FRONDA WIOSNA / LATO 1995
|
7
|
||
|
|
|||||